Dlaczego w Kotorze jest tyle kotów
Culture

Dlaczego w Kotorze jest tyle kotów

Byłem w starym mieście w Kotorze dopiero od jakichś dwudziestu minut pierwszego ranka, kiedy zauważyłem, że sfotografowałem więcej kotów niż kościołów. Jeden spał na napoleońskiej armacie przy Bramie Morskiej. Inny siedział na schodach domu niedaleko katedry, jakby był jego właścicielem – co w pewnym sensie było prawdą. Pod koniec tygodnia przestałem liczyć i zacząłem się zastanawiać, dlaczego. Odpowiedź okazuje się starsza, bardziej praktyczna i mniej sentymentalna niż sugerują pocztówki.

Statki ze zbożem, szczury i praca bez nazwy stanowiska

Kotor przez blisko cztery stulecia, od 1420 do 1797 roku, był weneckim portem wojennym i handlowym – jednym z ufortyfikowanych przystanków, które Republika Wenecka utrzymywała wzdłuż Adriatyku, by chronić swoje szlaki żeglugowe. Zboże, sól i inne towary przechodziły przez port w drewnianych ładowniach, które szczury uznawały za równie użyteczne jak marynarze. Statki tamtej epoki woziły koty jako część załogi, nie jako zwierzęta domowe, bo kot w ładowni był jedyną skuteczną obroną przed problemem szczurów, który mógł zepsuć cały sezonowy ładunek albo roznieść chorobę podczas długiego rejsu.

Kiedy statki cumowały w Kotorze, by załadować lub rozładować towar, ich koty schodziły na ląd razem z towarem, pracowały w magazynach wzdłuż nabrzeża, a w wielu przypadkach po prostu zostawały. Nie zachował się żaden pojedynczy dokument, który przypisywałby tę historię konkretnie Kotorowi, ale ciąg zdarzeń pasuje: obwarowane miasto portowe, wieki weneckiego handlu zbożem i osiadła od pokoleń populacja kotów skoncentrowana wokół portu i wąskich uliczek starego miasta – dokładnie tam, gdzie stały niegdyś domy handlowe i magazyny. To wyjaśnienie podają mieszkańcy, a geografia miejsc, w których koty wciąż żyją, potwierdza je lepiej niż jakikolwiek mit o rozbitym statku czy jednym szczęśliwym miocie.

Od załogi statku do symbolu starego miasta

Zmieniła się praca. Nikt już nie przewozi zboża przez port w Kotorze, a pozostałe koty nie zarabiają na życie łapaniem szkodników, przynajmniej nie naprawdę. Są częścią starego miasta w taki sam sposób, w jaki każda od dawna osiadła populacja staje się częścią tożsamości miejsca – obok odbudowy po trzęsieniu ziemi z 1979 roku, która odtworzyła otaczający je kamień, i weneckich kapitanów żeglugi, których domy wciąż stoją przy uliczkach obok katedry.

Znajdziesz je rozłożone na krzesłach kawiarnianych na Placu Broni, zwinięte w progach przy drodze do muzeum morskiego i ustawione z niepokojącą precyzją przed kuchniami restauracji w porze kolacji. Są przyzwyczajone do ludzi. Dekady kontaktu z turystami sprawiły, że większość jest przystępna, ale nie natrętna, co po części tłumaczy, dlaczego tak dobrze wychodzą na zdjęciach.

Kto naprawdę je karmi

To ten fragment, który odwiedzający zwykle rozumieją opacznie. Koty nie są bezdomnymi zwierzętami żyjącymi z resztek i turystycznej sympatii. Mieszkańcy i stowarzyszenia opieki nad zwierzętami prowadzą sieć wspólnych punktów karmienia rozsianych po zakamarkach starego miasta, uzupełnianych codziennie suchą karmą, a kilka grup koordynuje programy sterylizacji, by populacja nie rosła w niekontrolowany sposób. To zorganizowany, choć nieformalny, system, finansowany częściowo z niewielkich puszek na datki, które zobaczysz przy niektórych miskach, a częściowo przez mieszkańców, którzy po prostu wzięli odpowiedzialność za swój odcinek ulicy.

To ma znaczenie dla tego, co powinieneś, a czego nie powinieneś robić. Podanie kotu kawałka pršutu z talerza w restauracji w pobliżu miejsc, gdzie zjeść w starym mieście w Kotorze, wydaje się szczodre, ale wędzone mięso jest mocno solone i obciąża nerki kota, a mleko powoduje niestrawność u większości dorosłych kotów, niezależnie od tego, co sugerują bajki. Jeśli chcesz nakarmić kota, torebka zwykłej suchej karmy z lokalnego sklepu zrobi więcej dobrego niż resztki ze stołu, a jeśli wolisz nie nosić ze sobą jedzenia, wrzucenie monety do jednej z puszek na datki wspiera te same stowarzyszenia, które wykonują tę codzienną pracę.

Muzeum Kotów

Krótki spacer od Placu Broni, na tyle blisko, by wpleść go w spacer wzdłuż trasy zwiedzania starego miasta, mieści się Muzeum Kotów – pojedyncza mała sala, a nie nic wielkiego. To prywatna kolekcja pocztówek, rycin, fotografii i innych pamiątek związanych z kotami, zbierana przez lata, z ceną wstępu rzędu kilku euro. Dziesięć do piętnastu minut wystarczy w zupełności. Nie zbuduje na sobie całego dnia zwiedzania, ale jako pięciominutowy przystanek tłumaczący, dlaczego miasto tak mocno postawiło na swoją kocią reputację, w pełni się opłaca.

Kocia gospodarka pocztówkowa

Koty się sprzedają. Wystarczy przejść dowolną uliczką w pobliżu głównych bram, by minąć sklepy sprzedające magnesy z kotami, torby z kotami, mydła w kształcie kota i grafiki przedstawiające tego samego rudego kocura, który zapewne śpi dwie bramy dalej. To prawdziwa lokalna branża, nie wymyślona dla turystów znikąd – miasto rozwinęło istniejącą już osobliwość, zamiast tworzyć nową. Czy to nie przesada, to kwestia gustu, ale w porównaniu do niektórych alejek pamiątkarskich w miastach z listy UNESCO jest to wersja umiarkowana, a przynajmniej koty sprzedawane na pocztówkach to te same, które zobaczysz godzinę później, spacerując po Placu Broni.

przejażdżka tuk-tukiem wzdłuż dawnego nabrzeża portowego i w stronę Prčanj

to niezły sposób, by zobaczyć miejsce, gdzie pracujące koty z czasów weneckich rzeczywiście schodziły na ląd, bo dawny urząd celny i dzielnica magazynowa leżały właśnie wzdłuż tego odcinka wybrzeża. Jeśli wolisz zobaczyć samą zatokę, skąd przypływały te statki ze zbożem,

jednodniowa wycieczka obejmująca Kotor, Perast i Budvę

pokazuje szerszą Bokę w ciągu kilku godzin.

Najlepsza pora, żeby je zobaczyć, i słowo o sąsiadach muzeum

Latem koty trzymają się rozsądnych godzin. Południowy upał między mniej więcej 10.00 a 16.00, czyli ta sama pora, kiedy tłumy z wycieczkowców zalewają stare miasto, wysyła większość z nich w cień progu albo pod zaparkowany skuter. Przyjdź przed 9.30 albo wróć po 17.00, a zobaczysz ich zdecydowanie więcej na zewnątrz i aktywnych, przy okazji ciesząc się spokojniejszym starym miastem w ogóle. Jeśli budujesz spacer wokół kotów, połączenie go z nocnym spacerem wzdłuż murów miejskich albo spokojną pętlą przez Perast i Risan da danemu dniu więcej niż same koty.

Rodziny z dziećmi zwykle bawią ten przystanek bardziej niż większość obiektów historycznych, a pasuje on naturalnie do szerszego dnia Kotoru z dziećmi albo prostego jednodniowego planu zwiedzania zbudowanego wokół starego miasta. Wystarczy trzymać szynkę w kanapce, a nie w pysku kota.

Pytania o koty z Kotoru

Dlaczego w Kotorze jest tyle kotów?

Weneckie statki handlowe, które korzystały z portu w Kotorze od XV do XVIII wieku, woziły koty do zwalczania szczurów wśród ładunków zboża, a koty zostały w okolicy portu i magazynów. Dziś populację kotów w starym mieście utrzymują mieszkańcy i stowarzyszenia zwierzęce prowadzące wspólne punkty karmienia, a nie statki, od których wszystko się zaczęło.

Czy to prawda, że koty z Kotoru przypłynęły na weneckich statkach?

To najbardziej spójne lokalne wyjaśnienie i pasuje do faktów historycznych: Kotor był pod panowaniem weneckim od 1420 do 1797 roku, a koty okrętowe były standardową praktyką na statkach ze zbożem w tamtym okresie na całym Adriatyku. Nie ma jednego dokumentu, który udowadniałby to konkretnie dla Kotoru, ale chronologia i koncentracja kotów wokół dawnego nabrzeża portowego pasują do tej historii.

Czy mogę karmić koty w starym mieście w Kotorze?

Większość z nich jest już codziennie karmiona przez lokalne stowarzyszenia suchą karmą, więc dodatkowa miska nie jest konieczna. Jeśli chcesz nakarmić kota, zwykła sucha karma jest w porządku; nigdy nie dawaj mu pršutu, sera ani mleka – wszystko to jest trudne do strawienia dla kota i stanowi realne zagrożenie dla zdrowia, powtarzane setki razy dziennie przez turystów.

Gdzie znajduje się muzeum kotów w Kotorze?

Muzeum Kotów mieści się w niewielkiej kamienicy tuż przy Placu Broni w starym mieście, kilka minut piechotą od głównej Bramy Morskiej. To pojedyncza mała sala z pocztówkami, rycinami i fotografiami, a nie pełnowymiarowe muzeum, a zwiedzanie zajmuje dziesięć do piętnastu minut.

O której porze dnia najlepiej oglądać koty?

Wczesnym rankiem przed 9.30 i wieczorem po 17.00 – te same spokojne godziny, które sprzyjają staremu miastu w ogóle, gdy tłumy z wycieczkowców zdążą się przerzedzić. W samo południe w sezonie panuje jednocześnie największy ruch pieszy i największy upał, więc koty w większości chowają się w cieniu, dopóki nie minie.

Czy koty mają właścicieli?

Kilka należy do właścicieli sklepów i pracowników restauracji, ale większość to wolno żyjąca kolonia utrzymywana zbiorowo. Lokalne i międzynarodowe stowarzyszenia opieki nad zwierzętami koordynują karmienie, sterylizację i okazjonalną opiekę weterynaryjną, finansowane częściowo z puszek na datki, które zobaczysz przy niektórych punktach karmienia.

Czy koty w Kotorze stanowią zagrożenie dla zdrowia lub higieny?

Są zazwyczaj w niezłej kondycji dzięki programom karmienia i sterylizacji, a ugryzienia czy zadrapania są rzadkie, bo większość jest przyzwyczajona do turystów i trzyma dystans, zamiast podchodzić agresywnie. Jak przy każdym zwierzęciu ulicznym, unikaj brania ich na ręce i nie pozwalaj dzieciom ich osaczać.

tours.Culture

Sprawdzone linki bezpośrednie do wycieczek GetYourGuide. Rezerwując przez te linki, otrzymujemy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.

GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.